Świadectwo Mariusza z rekolekcji rodzinnych

Witajcie!

Mam na imię Mariusz i chciałbym podzielić się z Wami moimi przeżyciami z rekolekcji rodzinnych, a także serdecznie Was zaprosić na te, które będą w tym roku organizowane. W tamtym roku byliśmy z żoną Gosią i naszymi dziewczynkami na turnusie podstawowym. Tak wspaniale razem spędzonego czasu nie przeżyliśmy nigdy! Wyobraźcie sobie, że byliśmy nawet na randce małżeńskiej ! To było dla nas niesamowite…. Po dziesięciu latach małżeństwa randka !!! Wstyd się przyznać, ale od czasów narzeczeństwa nigdzie nie chodziliśmy…. Choć była to lekko reżyserowana randka, to i tak te chwile wyryły nam się głęboko w pamięci…. Kawiarnia, spokojna muzyka, miłe słowa wypowiadane do siebie, trzymanie się za ręce… przez chwilę czas przestał istnieć tylko ja i moja Gosia…. chociaż nie jestem romantykiem to czułem się jakbym dopiero poznał żonę i próbował ją oczarować by zechciała ze mną być ….. Oczywiście nie muszę chyba dodawać , że na randce byliśmy bez naszych Drobiazgów” !!! One przez cały czas rekolekcji miały zapewnioną opiekę ! (nasza Marysia miała 2 lata i 4 msc. i przychodziła do nas, ale nie była z nami cały czas). Starszą Dominikę (10 lat i 3 msc.) widzieliśmy tylko podczas posiłków (i nauki jazdy konnej gdzie musieliśmy być i podziwiać jej postępy….).

To, że pojechaliśmy na rekolekcje to też nie przypadek… W naszym małżeństwie od dłuższego czasu brakowało chemii między nami…. Odkąd zacząłem się nawracać w 2011 roku stawało się dla mnie jasne, że całą swą miłość przelałem na córkę Dominikę, że między mną a żoną zaczęła powstawać przepaść… nie chciałem by tak było do końca naszego życia. Prosiłem Pana Boga by coś z tym zrobił…. Oczywiście miałem swoje wizje uzdrowienia małżeństwa (chociażby poprzez nawracanie na siłę” mojej żony), ale to były moje plany… Pan Bóg natomiast miał Swój Plan o wiele lepszy od mojego ! W 2014 roku przyszła na świat nasza druga córeczka Marysia ! Chcąc nie chcąc musieliśmy więcej czasu spędzać ze sobą, to był dobry początek naprawy naszych wzajemnych relacji… Wracając do rekolekcji, to właśnie tam podczas ćwiczeń małżeńskich zaczęliśmy od nowa się poznawać i co najważniejsze SŁUCHAĆ tego co mówi druga osoba !!! To było dla nas jak przewrót kopernikański bo okazało się, że my w ogóle nie potrafimy rozmawiać ze sobą, a tylko wypowiadamy do siebie komunikaty…. Odkrycie tego było szokujące ! Ciężko nam nawet było, patrząc sobie w oczy, powiedzieć sobie coś miłego !!! Ćwiczenia trwały do obiadu, który był ok. 13-tej, a potem do kolacji był czas wolny i cudowne łażenie po górach (jak ktoś chciał). To właśnie na tych rekolekcjach moja żona bez najmniejszego nacisku z mojej strony czy kogokolwiek innego, uznała Pana Jezusa za swojego Jedynego Pana i Zbawiciela!!!! To dla mnie był szczyt marzeń!!!! (ja od paru lat należę do katolickiej Odnowy w Duchu Świętym).

Od czasu rekolekcji staramy się tak układać sobie czas, by choć parę godzin w niedzielę spędzać razem. Całą rodziną na grach, zabawach, pogaduchach. Staramy się również chociaż raz w miesiącu z żoną (bez dzieci!) robić sobie gdzieś parogodzinne wypady. Nic nie buduje tak relacji wzajemnych jak wspólnie spędzany czas. My spróbowaliśmy zawalczyliśmy o polepszenie naszych relacji małżeńskich (mimo, iż nie było tak źle jak mówi Gosia) i widać już drobne postępy. Jeśli nam się udało to wierzę, że wszystkim, którzy pragną coś zrobić , tchnąć nową, lepszą jakość w związek też się uda ! Ale o tym nie przekonacie się, jeśli nie spróbujecie….

Mariusz (szczęśliwy mąż Gosi)

Bookmark the permalink.

Comments are closed