Wielkie rzeczy uczynił mi Pan! – Oreste Pesare

Drodzy bracia i siostry ze wspólnot Odnowy w Duchu Świętym! Pokój z wami! Alleluja!
Cieszę się, że mogę być tu dzisiaj z wami. Jasna Góra jest dla mnie bardzo szczególnym miejscem. Czuję się zaszczycony, że mogę wraz z wami pielgrzymować do tego miejsca, że mogę przyjść do domu Matki.

Zanim tutaj przyjechałem, bardzo wiele modliłem się za was. Prosiłem Pana, aby udzielił nam swojej łaski, abyśmy naprawdę mogli doświadczyć Ducha Świętego i aby On pomógł każdemu z nas otworzyć nasze serca. Wierzę też, że otrzymałem słowo dla was: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby sie schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie chrzcił Duchem Świętym (Mk 1,7-8). Alleluja!
Przygotowałem rozmaite rzeczy, aby wam je przekazać, ale dzisiejszego ranka Pan poruszył moje serce, bym podzielił się swoim świadectwem: „Oreste, chcę, byś mówił z głębi twego serca, bo to jest szczególny lud, to jest mój lud”. Dlatego też zacznę od dzielenia się tym, co Bóg uczynił w moim życiu.
Gdy myślę o moim życiu, to razem z Maryją chcę śpiewać Bogu: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu Zbawcy moim, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny!”

Szukanie Boga

Jako młody chłopak nosiłem w sercu pragnienie spotkania Boga. Ono zawsze było w moim sercu. Pewnego razu spotkałem kapłana, który mówił mi o Jezusie, o miłości. Chłonąłem jego słowa. Mówił: „Jezus objawi się tym, którzy Go kochają, tak jak mówi Ewangelia”. Pamiętam, że gdy wróciłem do domu,  powiedziałem moim bliskim, że ich kocham. Zacząłem pomagać mamie w wypełnianiu domowych obowiązków, pożyczałem ubrania mojemu bratu, ścieliłem łóżko przed pójściem do szkoły, nawet jeśli nie miałem na to ochoty. Zachowywałem się tak, bo ponad wszystko pragnąłem spotkać Boga i próbowałem różnych rzeczy, aby to się stało. Organizowaliśmy też w kościele spotkania, na które przychodziło wielu młodych ludzi. Kiedyś po takim spotkaniu wracaliśmy razem do domu i wszyscy moi przyjaciele byli bardzo zadowoleni, a w moim sercu był smutek i śmierć. Pamiętam, że przychodziłem do mieszkania kapłana, o którym już mówiłem, i płakałem, bo nie udawało mi się odczuć obecności Boga w moim sercu. Trwało to dość długo.

To ciągle rosnące rozczarowanie doprowadziło mnie do tego, że zacząłem kłócić się z Bogiem. Pewnego razu powiedziałem Mu: „Boże, jeżeli Ty w ogóle istniejesz, to jestem przekonany, że musisz być bardzo zły. Ja ze wszystkich moich sił próbowałem Cię znaleźć, ale nie udało mi się. Nauczono mnie wielu rzeczy na Twój temat, powiedziano mi, że mam być uczciwy, ale skoro to nie dało rezultatów, to od tej chwili będę nieuczciwy! Powiedziano mi, że powinienem być czysty, a więc od tego momentu oddam się nieczystości. Będę robił wszystko, co Tobie mogłoby się nie podobać”. Tak rozpoczęły się bardzo ciemne lata mojego życia.
Były takie okresy, kiedy każdego wieczoru byłem pijany. Nie miałem już przyjaciół, wszedłem w świat narkotyków, kradłem. Możecie sobie wyobrażać, co w takim stanie można robić. Byłem martwym człowiekiem, ale w moim sercu, od czasu do czasu, odzywała się modlitwa: „Boże, jeżeli Ty istniejesz, wiesz, że ciągle Cię szukam”.

Cud w więzieniu

Pewnego dnia zostałem aresztowany. Miałem sporo narkotyków w kieszeni. Kiedy mnie zaaresztowano, bardzo się bałem. Wielu moich przyjaciół z tego samego powodu poszło do więzienia na wiele lat. Bałem się wówczas, że dzień następny będzie początkiem piekła w moim życiu. Zaprowadzono mnie na posterunek, zostawiono samego w jakimś pomieszczeniu. Byłem sam zaledwie kilka minut, ale wystarczyło, abym przez ten czas zaczął się modlić całym sercem: „Panie, jestem przekonany, że Ciebie nie ma, ale jeśli gdzieś jesteś, potrzebuję, byś mnie teraz uratował. Jutro mogę już więcej Ciebie nie potrzebować”.

Minęły może dwie minuty i komendant straży wszedł do tego pomieszczenia, pokręcił głową i powiedział: „Słuchaj, już ponad trzydzieści lat wykonuję tę robotę. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale czuję, że muszę cię wypuścić. Wynoś się stąd i żebym cię więcej tu nie zobaczył!”
Po chwili byłem na zewnątrz, wolny. W tym momencie już nie było strachu w moim sercu, a po głowie krążyła jedna myśl. „A więc Ty, Boże, istniejesz, Ty wysłuchałeś moją modlitwę. Wtedy kiedy już nikt nie mógł mi pomóc, nikt nie mógł mnie wysłuchać. Ty czekałeś na ten najważniejszy moment w moim życiu, aby wyrwać mnie z sideł śmierci”.

Przez kilka dni po tym wydarzeniu nie byłem w stanie nawet mówić. Nie było to trudne, bo nie miałem żadnych relacji z rodziną i nie odzywaliśmy się do siebie. Poprzednio zwykle było tak, że w nocy byłem poza domem, a rano spałem. Po kilku dniach znalazłem się w końcu w kościele i płakałem ponad trzy godziny. To był płacz uzdrowienia. Odczułem, że jestem do głębi serca uwolniony. W moje serce wkraczała nadzieja.

Jakiś czas wcześniej moi rodzice zaczęli uczęszczać do pewnej grupy modlitewnej. Mój ojciec zaczął pościć co piątek właśnie w tej intencji, aby Pan mógł wkroczyć w życie jego dzieci. I tak się stało. W przeciągu kilku miesięcy ja, mój brat i moja siostra, wszyscy zbliżyliśmy się do Pana. A moi rodzice przecież tylko się modlili.
Poprosiłem, abym mógł uczestniczyć w spotkaniach tej grupy modlitewnej. Zaprosiłem Pana, aby stał się Panem i Królem mojego życia i prosiłem, aby ochrzcił mnie Swoim Duchem. Prosiłem, aby przemienił moje serce z kamienia w serce z ciała. I tak się stało! Dzisiaj przyjechałem do was z Rzymu, aby wam powiedzieć, że Bóg jest bogiem całej ziemi! To, co uczynił w moi domu, uczyni również między wami.

Przemiana

Od tamtej chwili moje życie zupełnie się zmieniło. Wcześniej byłem osobą całkowicie zamkniętą, a Pan otworzył moje serce, otworzył mój umysł i dał mi odwagę, by całkowicie ofiarować Mu swoje życie. Moja żona również przyjęła Jezusa jako Pana swojego życia. Zaczęliśmy życie we wspólnocie charyzmatycznej i zaczęliśmy postępować na drodze wiary. Pan jednak nie zatrzymuje się, kiedy już rozpoczyna pewne dzieło, to prowadzi go dalej.

Pewnego dnia poczułem, że Pan chce, bym pozostawił swoją pracę zawodową. Na początku wydawało mi się, że to bardzo głupia myśl. Dziesięć, piętnaście lat temu we Włoszech sytuacja była mniej więcej taka jak obecnie w Polsce. Bezrobocie było wtedy bardzo wysokie. Dlatego dziwiłem się, że czasie kiedy tyle osób gotowych było zapłacić nie wiadomo ile, by zdobyć pracę, Pan zapraszał mnie do tego, bym ja swoją pozostawił, bym całkowicie Jemu się poświęcił. Przez długi czas zastanawiałem się nad tym, rozeznawałem. Wielu przyjaciół i kapłanów pomagało nam podjąć ostateczną decyzję i rozeznać, czy tego naprawdę Pan od nas oczekuje. Sądziłem wówczas, że jestem mocnym w wierze, ale Pan pozwolił mi zrozumieć, że w głębi serca jestem jeszcze bardzo niewierzący i że tak naprawdę nie ufam Mu. A On chciał nauczyć mnie ufności.

Lekcja ufności

W końcu zdecydowałem pozostawić moją pracę i moje życie jeszcze raz uległo zmianie. Miałem teraz więcej czasu na modlitwę, na studiowanie teologii. Coraz więcej grup zapraszało mnie, abym mówił im o Jezusie.
Po kilku miesiącach od kiedy pozostawiłem swoją pracę zawodową, Pan pozwolił mi doświadczyć niesamowitej Bożej Opatrzności.
Pewnego razu w grupie modlitewnej mówiłem o mocy Bożej i kiedy mówiłem o tym, że trzeba oddać Jezusowi całe swoje życie, podzieliłem się z nimi tym doświadczeniem, że Pan zaprosił mnie, abym pozostawił wszystko, również moją pracę zawodową, aby Mu służyć. To było cudowne spotkanie.

Po kilku dniach, kiedy byłem w domu i modliłem się, ktoś zapukał do mojego domu. To był człowiek, którego spotkałem właśnie na tym spotkaniu modlitewnym. Nie znaliśmy się wcześniej. Przyniósł pięć skrzynek z jarzynami i owocami. W pierwszym momencie powiedziałem: „Bardzo przepraszam, ale ja nic nie zamawiałem”. Obawiałem się, że on przyszedł, by sprzedać mi te owoce i warzywa. Odpowiedział: „Ja dobrze wiem, że niczego nie zamawiałeś, ale to Pan zamówił te rzeczy dla ciebie u mnie”. Zostawił skrzynki i uciekł!
W tym momencie moje serce zostało przeszyte Bożą miłością. Zrozumiałem, że jestem kimś ważnym dla Jezusa, że On troszczy się właśnie o mnie. Ale to był dopiero początek. Ten człowiek przynosił mi warzywa i owoce każdego tygodnia przez trzy i pół roku! Przynosił ich tyle, że nie dawaliśmy rady tego zjeść. Mój dom stał się miejscem, gdzie przychodzili także inni, którzy potrzebowali zaopatrzyć się w owoce i warzywa. Dzięki temu wiele osób wychwalało Pana.

Drodzy bracia i siostry! Nieraz zdarzało się, że miałem ochotę zjeść jakiś smakołyk. Pewnego razu wstałem rano i miałem smak na czereśnie. Był akurat sezon na czereśnie, ale były drogie. Pomyślałem sobie: „O Panie, chciałbym na obiad zjeść trochę czereśni”. Tego dnia niezależnie od siebie dwie osoby przyniosły do mojego domu po koszyczku czereśni właśnie w porze obiadu.
Doświadczyłem tego, że Pan nie zajmuje się tylko ważnymi rzeczami, czasem wysłuchuje prostych pragnień. Jest rzeczą oczywistą, że nie umarłbym bez tych czereśni, ale Pan chciał mnie nauczyć, że mam być osobą do głębi wierzącą i ufającą Mu. Osoba, która zaufa Mu do głębi, nie zginie.

Pewnego razu miałem uczestniczyć w spotkaniu takim, jak to dzisiejsze, we Włoszech, ale niestety nie miałem pieniędzy. Tak jak zawsze robiliśmy z żoną w takich sytuacjach, pomodliliśmy się w tej sprawie do Pana, bez proszenia kogokolwiek o pomoc. Tego ranka zadzwonił do mnie mój przyjaciel kapłan i powiedział: „Wiesz Oreste, ofiarowano mi pieniądze i jak tylko wziąłem je do ręki, natychmiast przyszła mi na myśl twoja twarz. Myślę, że te pieniądze są dla ciebie”. Pokonał 15 kilometrów, by przywieźć mi je. Było ich dokładnie tyle, ile było mi potrzebne, by pojechać na to spotkanie. Bądź uwielbiony Panie, bo Ty jesteś wielki i wspaniały!

Wielkie i małe sprawy

Zdarzyło się też, że mieliśmy bardzo poważny problem finansowy. Kupiliśmy dom, ale musieliśmy wziąć kredyt w banku. W związku z tym każdego miesiąca spłacaliśmy ten kredyt. Była to dość spora suma.
Jednego miesiąca zdarzyło się tak, że nie zdołaliśmy zaoszczędzić pieniędzy na spłatę raty. Brakowało już zaledwie kilku dni do terminu spłaty tej raty. Mieliśmy samochód turystyczny, więc zdecydowaliśmy się go sprzedać.
Na drugi dzień zadzwoniła do nas pewna osoba i powiedziała do mojej żony: „Nuncia, bardzo podoba mi się ten samochód, który wy macie, chciałbym wiedzieć, gdzie go kupiliście, żeby móc kupić taki sam”. A moja żona odpowiedziała: „Wiesz, my właśnie zdecydowaliśmy się sprzedać nasz”, i opowiedziała o naszej sytuacji z kredytem. Ta osoba odpowiedziała: „Dobrze, odezwę się później”.

Po dwóch dniach przyszli do naszego domu i przynieśli nam pieniądze na spłatę kredytu, ale nie kupili naszego samochodu. Powiedzieli nam, że kiedy usłyszeli o naszych problemach, postanowili zrobić dla nas zbiórkę.
Bardzo lubię jeść ser, a przez pewien czas nie mieliśmy pieniędzy na ser. Pewnego ranka pozłościłem się na żonę: „Od czasu do czasu mogłabyś kupić kawałek sera”. A moja żona odpowiedziała mi włoskim przysłowiem: „Chciałeś mieć rower, to teraz musisz pedałować”. To oznaczało, że jeśli zdecydowałeś się porzucić pracę dla służby Jezusowi, to musisz ponieść wszystkie konsekwencje tego.

Wieczorem tego dnia miałem pojechać do jednej z grup mówić o Jezusie. Kiedy tylko jest to możliwe, na takie wyjazdy zabieram żonę i dzieci. Wtedy mieliśmy jeszcze dwójkę dzieci, teraz mamy już trójkę. Pojechaliśmy na to spotkanie i mówiłem tam o Bożej miłości. Wracaliśmy późno, była już północ, dzieci spały w samochodzie, moja żona powiedziała mi: „Wiesz Oreste, dali mi paczkę, a w środku jest wielki kawał sera”. Chwała Tobie Panie! Znam bardzo dobrze hojność wielu osób, ale dlaczego akurat tego dnia, kiedy miałem tak wielką ochotę na ser? Razem z tym wielkim kawałem sera był jeszcze kawał kiełbasy. Patrząc na to myślałem, że Opatrzność Boża jest bardzo hojna, większa niż mogę oczekiwać. Chwała Tobie Panie, bądź uwielbiony!

Mógłbym tak stać pomiędzy wami i opowiadać podobne wydarzenia do jutra rana. Opowiedziałem o nich tylko po to, aby oddać chwałę Bogu, który pozwolił mi doświadczyć wielkich łask nowego życia w Duchu Świętym. Byłem martwym człowiekiem, nigdy nie miałem żadnych zasług przed Bogiem. Nigdy nie mogłem powiedzieć Panu: „Daj mi coś, bo ja coś dla ciebie zrobiłem”. A Pan był bardzo dobry dla mnie, bo Bóg jest miłością, bo Jego Duch Święty ogarnia cały świat. Amen, Alleluja!

Boży zamysł

Nie jestem sam w przeżywaniu takiego sposobu życia. Wiele osób, mężczyzn i kobiet, żyje doświadczając mocy Ducha Świętego. To ponad 120 milionów osób na całym świecie, w ponad 220 krajach. Duch Święty pragnie zstępować na całą ziemię w szczególny sposób. Taki jest zamysł Boży. Już prorok Ezechiel przekazuje Bożą obietnicę: „Ześlę na mój lud mojego Ducha, przemienię ich serce kamienne i dam im serce z ciała, aby mogli zmienić swoje życie, aby mogli stać się ludem ufającym swemu Bogu” (por. Ez 11,19). Abyśmy mogli być ludem kochającym się, abyśmy potrafili przezwyciężyć egoizm.
Gdy Jezus umarł na Krzyżu, tchnął Ducha. Od tego momentu ciemności tego świata zostały przezwyciężone i zrodziła się nowa nadzieja dla całego świata.

Zawsze w najtrudniejszych momentach historii Kościoła następowało nowe wylanie Ducha Świętego. Przypomnijmy sobie, co się stało za pośrednictwem św. Franciszka i całego ruchu franciszkańskiego w XIII, a w wieku XVI za pośrednictwem św. Ignacego i jezuitów. Ci ludzie, wraz z tymi, którzy poszli za nimi, przemienili nie tylko jedną epokę w historii, ale oblicze Kościoła. O ileż bardziej w wieku XX, określany mianem wieku śmierci Boga, w wieku wojen światowych, Bóg, Ojciec Miłosierdzia, chce działać z mocą.

To Boże działanie, nowe wylanie Ducha Świętego ma swój początek w 1959 roku. Wtedy bowiem Papież Jan XXIII zapowiedział zwołanie soboru Watykańskiego II. Wypowiedział też wspaniałą modlitwę: „Ześlij na całą ziemię nowe wylanie Ducha Świętego!” Kolejny Papież Paweł VI mówił bardzo dobitnie, że świat potrzebuje nowego wylania Ducha Świętego. Jan Paweł II kilkakrotnie powtarzał światu, że nie wyobraża sobie nawet, jak wspaniała będzie wiosna Kościoła w trzecim tysiącleciu, jeśli tylko mężczyźni i kobiety na nowo otworzą swoje serca na dar Ducha Świętego.

Nowe działanie Ducha Świętego

Tak właśnie się stało w Stanach Zjednoczonych w 1966 roku, kiedy grupa studentów katolickich studiowała Dzieje Apostolskie. Czytali, że Duch Święty w początkach Kościoła czynił niesamowite rzeczy i ci, którzy otrzymywali Ducha Świętego otrzymywali niesamowitą moc, odwagę. Przed Jezusem Eucharystycznym ci młodzi ludzie doświadczyli wielkich rzeczy. Płakali, śmiali się i zaczęli mówić nowymi językami, zaczęli prorokować, mówić w imieniu Jezusa i odczuwali, że w ich sercach rośnie moc, której nigdy wcześniej nie odczuwali. Od tamtego momentu minęło już 35 lat. W historii całego chrześcijaństwa nigdy nie zdarzyło się, aby w tak krótkim czasie jakiś ruch wyrósł tak bardzo jak Odnowa w Duchu Świętym.

Jest rzeczą nadzwyczajną, że łaska Ducha Świętego nie została wylana tylko w Kościele katolickim, również kościoły protestanckie doświadczają nowego działania Ducha Świętego, nowego życia w Duchu. Ponad 600 tysięcy ludzi na całym świecie wierzy w Chrystusa: ewangelicy, protestanci, katolicy, prawosławni, żydzi mesjańscy… We wszystkich tych denominacjach wierzący w Chrystusa doświadczają mocy Ducha Świętego w swoim życiu i świadczą o tym.
Także ty, bracie i siostro, który po raz pierwszy jesteś na takim spotkaniu, nie przyszedłeś tutaj przypadkiem, to miłość Boża cię tutaj przyprowadziła. To obecność Maryi na tym cudownym miejscu nas tu zgromadziła.

Duch Święty chce czynić nowe rzeczy w twoim życiu. Chce dziś przyjść, aby przynieść pokój do twojego wnętrza: „Znam Cię, znam twoją samotność, znam twój gniew, wściekłość, znam twoje rozczarowanie. Pozwól, abym nawiedził twoje serce. Pozwól, abym zatroszczył się o ciebie. Od jak dawna pragniesz być przygarniętym, od jak dawna pragniesz, aby cię uściskać? Pozwól, abym dziś Ja ogarnął cię swoją troską. Zaufaj Mi, mogę uczynić dla ciebie więcej niż zdolny jesteś sobie wyobrazić. Możliwe, że nie będę robił tego, co ty sobie wymyśliłeś, ale sprawię, że będziesz przeżywał cudowne życie, bo Ja chcę twoją śmierć przemienić w życie!” Amen! Alleluja!

Oreste Pesare

Bookmark the permalink.

Comments are closed