Uzdrowienie wewnętrzne (1)

W historii wielu wewnętrznych uzdrowień, czy – inaczej mówiąc – nawróceń, powtarza się jeden moment: dotknięte łaską osoby zaczynają krzyczeć, wołać do Boga. W wielu wypadkach jest to pierwszy etap na drodze do spotkania z Bogiem żywym, a tym samym do doświadczenia Jego uzdrawiającej mocy.

„Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko, że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. […] Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go” (Łk 10,30.33-34).

Ten przytoczony przez Jezusa obrazek to przypowieść o człowieku, o każdym z nas, poranionym w historii swojego życia. Jezus mówi tutaj również o sobie, bo przecież po to przyszedł, „by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę” (Iz 61,1; por. Łk 4,18). Łaska uzdrowienia, która w Nim działa, jest znakiem Jego mesjańskiego posłannictwa, dowodem, że przyszło już Królestwo Niebieskie. Cała Ewangelia opowiada o Jezusie, który przyszedł do tych, którzy się źle mają, którzy potrzebują lekarza. Nie przyszedł bowiem do sprawiedliwych, ale do grzeszników (Mk 2,17; Mt 9,12; Łk 5,31

Chociaż większość opowiadań ewangelicznych relacjonuje uzdrowienia fizyczne, których dokonywał Jezus, jednakże zawsze za uzdrowieniem fizycznym stoi uzdrowienie wewnętrzne. Jezus bowiem najpierw wzbudza wiarę w sercach tych, którzy mają być uzdrowieni. A wraz z wiarą przychodzi odpuszczenie grzechów i uzdrowienie wewnętrzne. Dopiero na tym gruncie staje się możliwe uzdrowienie fizyczne jako widzialny znak przyjścia Królestwa Niebieskiego.

Każdy z nas potrzebuje uzdrowienia. Powiedzieć: Nie potrzebuję Bożego uzdrowienia, to jakby stwierdzić: Jestem samowystarczalny, nie potrzebuję Jezusowego zbawienia. W różny sposób Bóg dociera do człowieka ze swoją uzdrawiającą mocą. Najczęściej czyni to jednak w trzech związanych ze sobą, uprzywilejowanych miejscach swojej obecności: poprzez modlitwę, w sakramentach i poprzez kontemplację Krzyża Jezusa.

Możemy doznać uzdrowienia bolesnych wspomnień, sytuacji, które nas zraniły, niezrozumiałych doświadczeń, oddając na modlitwie miłosiernemu Bogu całą historię naszego życia od poczęcia aż do chwili obecnej. Oddając te raniące sytuacje, a także ludzi, od których doznaliśmy zła, w ręce miłosiernego Boga, prosimy, by Jego Duch jeszcze raz przeszedł z nami historię naszego życia i dał nam doświadczyć, że w żadnym z tych bolesnych momentów Bóg nie zostawił nas samych z cierpieniem.

W historii wielu wewnętrznych uzdrowień, czy – inaczej mówiąc – nawróceń, powtarza się jeden moment: dotknięte łaską osoby zaczynają krzyczeć, wołać do Boga. W wielu wypadkach jest to pierwszy etap na drodze do spotkania z Bogiem żywym, a tym samym do doświadczenia Jego uzdrawiającej mocy. Ten krzyk, to wołanie może mieć nawet charakter buntu, pretensji do Boga o to, że nie było Go w tych momentach, w których najbardziej Go potrzebowałem. Ale właśnie taka modlitwa-krzyk może być pierwszym momentem rzeczywistego spotkania z Bogiem żyjącym, pierwszym dialogiem, wejściem w relację autentycznie osobową, zaufaniem. A przecież od odnowy zaufania rozpoczyna się prawdziwe uzdrowienie wewnętrzne.

Drugim etapem takiej modlitwy zwykle jest skrucha i żal. Pod wpływem miłosierdzia Boga, przed którym uprzednio wylałem swój ból i pretensje, uświadamiam sobie swój grzech i słabość. Ufając Bożej miłości, przyjmuję Jego przebaczenie. Na mocy tego przebaczenia mogę również przebaczyć sobie i zaakceptować ciemną stronę mojej historii, z którą samemu trudno by mi było się pogodzić. Stojąc przed miłosiernym Panem jako człowiek grzeszny, zraniony, pełen lęków i niepokojów duchowych, przyjmuję Jego przebaczenie i również z pokorą, w obliczu Jego miłości, akceptuję samego siebie. W ten sposób doświadczam mocy Jego uzdrowienia.

W pierwszym etapie modlitwy-krzyku dokonuje się pojednanie z Bogiem, w drugim – pojednanie z samym sobą, trzecim warunkiem uzdrowienia wewnętrznego jest przebaczenie bliźnim, którzy mnie zranili. Nie przebaczenie innym krzywdy z powodu bólu i ran, które mi zadali, może mnie zablokować, zamknąć na działanie łaski Jezusa. Uraza i gniew w stosunku do osoby, która mnie skrzywdziła, mogą trwać jak twarda skorupa broniąca dostępu do rany spowodowanej przez tę osobę. Nie bez przyczyny modlimy się codziennie: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Modlitwa ta wskazuje na to, że nie jesteśmy w stanie przyjąć Bożego odpuszczenia, jeżeli nie odpuszczamy naszym winowajcom. Jeżeli w obliczu Pana wypowiadam modlitwę przebaczenia moim braciom, którzy świadomie czy nieświadomie mnie zranili, doświadczam uzdrowienia swoich emocji. Bóg usuwa z mojego serca urazę, rozgoryczenie, rozżalenie i gniew.

Uzdrowienie wewnętrzne rzadko bywa jednorazowym wydarzeniem, a częściej długim procesem przyjmowania Bożej łaski.

Waldemar Korba OFMCap

„Głos Ojca Pio” (17/2002)

Bookmark the permalink.

Comments are closed